Krytyka książki P. Zychowicza pt "Pakt R-B"

Spekulacje i hipotezy dotyczące alternatywnych przebiegów wydarzeń oraz wszystkie inne tematy historyczne, które nie mieszczą się w powyższych kategoriach forum.
szczery
Szeregowy
Szeregowy
Posty: 1
Rejestracja: wt sty 29, 2013 9:49 pm

Krytyka książki P. Zychowicza pt "Pakt R-B"

Postautor: szczery » sob lut 02, 2013 10:50 pm

Czy Hitler był idiotą?
Po lekturze głośnej książki Piotra Zychowicza pt.: Pakt Ribbentrop - Beck nasunęło mi się parę uwag, które chciałem zebrać i napisać krótki list do rozważenia przez autora. Niestety myśli i uwagi same się cisnęły i powstał dłuższy esej w formie listu do autora książki. Jeżeli masz chwilę czasu i znasz książkę Zychowicza to zapraszam do lektury i dyskusji, bo temat nie jest prosty.

Każdy, świadomie zgłębiający historię II Wojny Światowej, w pewnym momencie musi sobie zadać pytanie: czy musieliśmy aż tak przegrać, i co ważniejsze, czy musieliśmy ponieść aż takie straty ludzkie. Toteż Pana książka jest jak najbardziej uzasadniona i potrzebna.
Niedokładności
Pana pracy można zarzucić błędy w szczegółach, choć niewątpliwie dużo ważniejsze są wątpliwości natury ogólnej. Konkrety: pisząc o możliwości wzmocnienia armii do 1941 powołuje się Pan na prace, których nie znam, ale wydaje mi się, że albo źle je Pan cytuje albo autorzy zaciemniają obraz. Projekty lotnicze Wilk, Lampart, Ryś raczej nie miały szansy na realizację (silnik) ale co ważniejsze były ślepą uliczką w sensie koncepcyjnym i przez to były stratą energii i pieniędzy. Plan wojny morskiej z Sowietami również nie wytrzymuje zdroworozsądkowej krytyki. Wynika z niego, że zakładano walkę z kretynami, którzy nie umieli przewidzieć wariantu ofensywnego Marynarki Polskiej i biernie siedzieli w Kronsztadzie nie pilnując wejścia do zatoki Fińskiej. Dodajmy jeszcze, że Gryf był bardzo wolny, słabo opancerzony i taki plan, od biedy, może by się udał, gdyby to Polska napadła na ZSRS, a przecież raczej zamierzano się bronić. Nie należy też przeceniać możliwości niemieckiej pomocy w dozbrojeniu WP, która skończyłaby się pewnie na nabycia paru licencji np. na silnik do czołgu 14TP. Niemcy wcale nie mieli nadmiaru uzbrojenia. Konkludując armia na pewno by się wzmocniła do 1941 roku, ale nadal byłaby znacząco słabsza od sowieckiej, co dla polskiego dowództwa nie było tajemnicą (raport Kutrzeby). To, co bym w tym rozdziale podkreślił: to to, że Polska mimo skromnych środków usiłowała być równorzędnym przeciwnikiem Sowietów, stąd np. zakup moździerzy 220mm do rozbijania umocnień linii Stalina i plan zakupu 320mm, kiedy ci zaczęli wzmacniać fortyfikacje, i tyle. Idąc dalej, moim zdaniem, prowadzi Pan wyobraźnię czytelnika na manowce.
Często dla wzmocnienia swych wywodów powołuje się Pan na znane lub utytułowane nazwiska - i słusznie - ale pamiętać trzeba, że zdanie kogokolwiek w tych (gdybologiach) kwestiach jest tak samo przekonujące jak opinie autorytetów w kwestii istnienia Boga. Może jest (albo Go nie ma ) ale ostatecznie tę kwestię należy rozstrzygnąć we własnym sumieniu.
Moim zdaniem nie przekonywująco udowodnił Pan możliwość pokonania Sowietów w 1941. Trafnie wskazuje Pan atuty sojuszników, pomijając milczeniem atuty Sowietów w nowej sytuacji (Linia Stalina, czy lotnictwo stałoby na lotniskach przy granicy tak jak w rzeczywistości 1941 ponoć stało, bo za 2 tygodnie miało napaść na Europę. Na marginesie: tę kwestię – data napaści Sowietów na Europę - uważam za kluczową w badaniu historii II WŚ, bo dowody Suworowa do końca nie zostały zaakceptowane). Moim zdaniem ogólnie byłoby tak jak Pan pisze, Moskwa zostałaby zdobyta. Ale czy to oznaczałoby załamanie Sowieckiego systemu? Wątpię. Pana koronny dowód w tej kwestii to nastrój rewolty panujący w Moskwie – przyjmuję go jest prawdziwy i dobry ale dotyczy samej Moskwy. Stalin z bunkra w Kujbyszewie dalej komenderowałby tym co zostało i tym co tworzono i ściągano z Dalekiego Wschodu a NKWD zadbałoby o to aby słuchano tych rozkazów.
Alternatywne scenariusze
W tym przypadku moim zdaniem kluczową sprawą jest alternatywny przebieg wojny. Nie bardzo rozumiem z czego wynika Pana przekonanie, że wyglądałby tak jak Pan podaje?
1. Dlaczego Hitler w 1941 nie postanowiłby zdobyć wysp brytyjskich skoro tak świetnie Polacy zabezpieczali tyły?
2. Dalej, w konsekwencji pierwszego, dlaczego nie wygrał wojny w Afryce i Bliskim Wschodzie: ropa i znakomite pozycje do napaści na ZSRS.
3. Dlaczego Japończycy nie mieliby zacisnąć zębów i nie reagować na prowokujących ich Amerykanów, wiedzieli, że w nowej sytuacji Niemcy zabezpieczą im dopływ surowców z Bliskiego Wschodu.
4. Teraz Sowieci padli, Anglicy w Kanadzie a Ameryka neutralna.
5. Co w tedy z nami?
Albo Pana wersja, że poszło źle, czyli Stalin przetrwał, ale ze szczegółami:
- Polacy u boku Niemców prowadzą beznadziejną kampanię na wschodzie: są wymrażani i mordowani walcem sowieckiej ofensywy. Jeńcy lądują w GUŁAG-u,
- nasze „drapieżne ptaki” z powodzeniem polują na angielskie konwoje arktyczne ale ostatecznie giną bez wieści,
- w tym czasie alianckie bombowce demolują nasz przemysł i miasta - szczególnie Warszawę,
- ostatecznie Polska kończy jako malutkie państwo bez prowincji wschodnich i bez zachodnich, zdominowane przez Sowietów. Stalin miał jednak inną konstrukcję psychiczną niż podejrzewano i aby związać Polskę ze sobą wystarczyło dać jej ochłapy Prus Wschodnich.
Dokonuje Pan nadużycia pisząc w którymś miejscu, że historia przyznała rację opozycyjnej koncepcji politycznej (Studnickiego) wobec realnie prowadzonej Becka. Otóż nie! Tak pisać nie wolno, to jest nadużycie logiczne. Znamy efekty polityki Becka a efektów zastosowania koncepcji Studnickiego nie poznamy, stąd historia jako nauka nie może jego koncepcji przyznać racji.
Jeszcze raz musimy wrócić do realnych efektów II WŚ. W Pana przekonaniu gorzej być nie mogło. Jednak jak już wspomniałem mogło. W swojej książce w ogóle pomija lub nie dostrzega Pan korzyści wynikających z II WŚ – tereny z infrastrukturą (drogi, melioracja itd.) – wiem, wiem trąci komunistyczną propagandą ale tak myślę i tak jest w istocie. Dalej o ile Polska została przeorana to jak nazwać tą miazgę, która pozostała z Niemiec – bardziej mi tu chodzi o ducha podboju i butę jak o gospodarczą siłę.
Wina Becka.
Zacznę od tego, że nie elegancko pastwi się Pan nad nim (nazywanie Śmigłego operetkowym marszałkiem też nie jest w porządku) – te epitety bardziej świadczą o Panu (o emocjach jakie wywołują te nazwiska w Panu) – nikt nie jest od nich wolny, więc tylko to sygnalizuję. Pana głównym zarzutem jest to, że triumwirat Mościcki, Śmigły, Beck sprzeniewierzyli się politycznym pomysłom Piłsudskiego - otóż drugie nie! Moim zdaniem Piłsudski świadomie wybrał ich jako wiernych jego koncepcjom, inteligentnych, o mocnych, nieustępliwych charakterach, bo jego dziedzictwem politycznym było:
1. Polska jest mocarstwem i tylko z pozycji równorzędnej będzie rozmawiać z innymi.
2. Polityka równej odległości od naszych wielkich sąsiadów.
Czego się spodziewać od epigonów jeśli zostawiono im takie dziedzictwo. Gdyby Marszałkowi chodziło o kombinowanie kosztem Punktu 1 wybrałby Sosnkowskiego.
Teraz chyba najważniejsze: za wrzesień obarczam Piłsudskiego. To On swym następcom zostawił tą kretyńską doktrynę równej odległości od naszych wielkich wrogów. Nie znam pism Studnickiego ale jeżeli głosił pogląd sojuszu z Niemcami przed pojawieniem się Hitlera, czyli godził się na Niemieckie żądanie powrotu do granicy z 1914 to chyba był głupi. Natomiast jeżeli głosił to od nowego otwarcia politycznego jakie nastąpiło po dojściu Hitlera do władzy to brawo i tak powinien zrobić Piłsudski lub takie zostawić dyrektywy Beckowi - jestem z Panem i popieram tą teorię ale za nie podjęcie tej koncepcji obwiniam Piłsudskiego.
Jaka będzie wojna?
O przebiegu II WŚ pisze Pan jak o pewnego rodzaju oczywistości. A wyobrażenie tej wojny w latach trzydziestych było więcej niż statyczne. Guderian był wyjątkiem, de Gaulle wołał na puszczy a Tuchaczewski był trupem. Powinien Pan wspomnieć, że plan wojny z Niemcami w oparciu o Francję tworzono na podstawie doświadczeń z początku I WŚ. Wyobrażenie nowej wojny (dynamiki jaką ostatecznie przybrała) było w europejskich kołach wojskowych więcej niż nikłe – łącznie z generalicją niemiecką. Nasze 30 DP to było więcej niż mieli Rosjanie w 1914 w „Królestwie Polskim” i na tej podstawie Śmigły zakładał, że trochę powalczy a Francuzi z Anglikami mają wystarczający potencjał aby rozstrzygnąć wojnę szybko lub później mając za zaplecze USA . Chodziło tylko o to aby przyłączyć się do silniejszego i ostatecznie zwycięskiego. Wyobrażenie druzgocącego pokonania Francji, tak jak to nastąpiło w 1940 roku, nie mieściło się nawet w głowach niemieckich sztabowców. Rewolucyjny plan Manstein-a – Guderiana, którzy byli wtedy poślednimi generałami został przyjęty przypadkiem (bo oryginał poprzedniego, bardziej zachowawczego wpadł w ręce aliantów). Nie będę wdawał się w dywagację rodem z SF, czy w nowej alternatywnej historii doszłoby by do rozbicia małego niemieckiego samolotu z planami ofensywy na zachodzie. Śmigły wiedział, że przegra a Beck miał zapewnić, by wojna była chwilową porażką po wyczerpującej walce. Dlatego Beck czekał na sygnał aby przyłączyć nas do sojuszu anglo -francuskiego. Zbrodniczość niemiecka też miała się dopiero objawić.
Kalkulacje Hitlera
Z powyższego akapitu ważne jest to, że nawet Hitler nie wyobrażał sobie pod koniec lat trzydziestych, że tak łatwo i druzgocąco pokona Francuzów. Co z tego wynika? Musiał brać pod uwagę, wariant, że początkowo pójdzie źle i wojna się przeciągnie. Załóżmy, że Polska jest sojusznikiem Hitlera i zabezpiecza mu tyły. Owszem zabezpiecza ale tak naprawdę dybie na moment aby wbić mu nóż w plecy. Czy mało było dowodów na to, że do sojuszu Polacy zostali przymuszeni i cały czas nakłaniali Francuzów do wspólnej wyprawy na Berlin. Ale jest coś ważniejszego: Polska i Rumunia nie mogła zapewnić Niemcom odpowiedniej ilości surowców i w razie przedłużenia wojny Hitler musiał przegrać. Analiza dalsza musiała doprowadzić go do wniosku, że tylko Sowieci mogą mu zabezpieczyć surowce. Ale jakim kosztem? No cóż – teraz to mi przykro, po pakcie Ribbentrop – Beck, nastąpiłby pakt Ribbentrop – Mołotow. Sowieci dostaliby to co dostali, Niemcy prowincje z 1914. Polacy w GG z przyległościami mieliby swoje Państwo i szykowaliby się do wyprawy na wschód. Nareszcie w swoich dziejach zachowaliby się racjonalnie: mierzyliby swoje siły. Tak to prawda straty byłyby mniejsze – wiele zdołano by ewakuować – Rumuni byli dobrym przykładem tego do czego służą małe narody, gdy o ich losie decydują więksi i jak taka ewakuacja wygląda.
„Skończylibyśmy jak Czesi?”
W tym rozdziale wydaje się, że pewnie obala Pan narosłe mity. Tym nie mniej dezawuując „Rozmowy z Hitlerem” H. Rauschninga powinien Pan podać powód takich zmyśleń autora albo wykazać, że tych rozmów nie było, tego wymaga pełna krytyka źródła. Łatwo uwierzył Pan Ribbentropowi, chociaż ten akurat miał powód aby za wybuch wojny oskarżyć Polaków, tym samym zdejmując odium ze swego wodza. Dalej, różne podejście do mniejszości niemieckiej w Polsce i w Czechach ma być koronnym dowodem na szczerość intencji Hitlera żywionych do Polaków. Gdyby Hitler pozwolił Goebbelsowi na raz rozdmuchać problemy mniejszości niemieckiej w Polsce i w Czechach byłby idiotą, a skutkiem takiego działania byłby wspólny front powaśnionych krajów.
Pewnie Pan powie, że w stenogramach naprawdę nic nie ma. Proszę mi więc powiedzieć, czy przed konferencją w Monachium stenogramy huczały od planów: „teraz zażądam Sudetów a potem wezmę resztę”? Hitler działał konsekwentnie i etapami (wygrywał do momentu jak nie porzucił tej zasady), poza tym mógł słyszeć, że jest coś takiego jak wywiad i lepiej nie snuć głośno szczegółowych planów na lata na przód. Rozdział kończy Pan wyznaniem, że lepiej się było poddać. Tutaj trzecie nie! Plemiona łączą się w narody, wyznaczają swe granice tworząc państwa nie po to aby o nie nie dbać, ale po to aby ich bronić. Nawet małe narody tworzące państwa stają się równe, w moim przekonaniu, mocarstwom. Tylko takie postawienie sprawy uzasadnia ich istnienie. Już zupełnie na marginesie wypada wskazać na nieracjonalną, z Pana punktu widzenia, decyzję Finów, która doprowadziła do wojny „Zimowej”, znając los elity państw bałtyckich po włączeniu do ZSRS, czy jednak nie radziłby im Pan aby stawili opór Sowietom. A dzisiaj, gdyby Niemcy zażądali Szczecina, co radziłby Pan Sikorskiemu? Nie należy też tracić z oczu dzisiejszego znaczenia decyzji naszych przodków. Decyzja Becka spowodowała to, że np. czterdzieści lat później szykująca się do wkroczenia do Polski armia „bratniej Czechosłowacji” była pewna, że Polacy stawią opór, bo byłoby to zgodne z ich charakterem narodowym i to znacznie studziło ich entuzjazm przed taką akcją.
Jeszcze jedno pytanie natury ogólnej. Myśli Pan, że dla współczesnego ducha narodowego jest kompletnie bez znaczenia, że w paru miejscach w 1939 nasi żołnierze nieźle walczyli? A współczesna armia Czeska - do czego ma się odwołać?
Geniusz zła, czy idiota?
Na zakończenie trzeba spróbować zdroworozsądkowo ustalić ile były warte obietnice Hitlera dotyczące odbudowania Rzeczpospolitej z Białorusią i Ukrainą. Moim zdaniem Niemieckie propozycje zbudowania Wielkiej Polski po wspólnej wyprawie na wschód urągają rozsądkowi. Gdyby podzielono „wschód” tak jak proponował Goering to powstałaby zwarta terytorialnie potężna Polska otoczona przez Niemcy właściwe na zachodzie, połączone przez korytarz autostradą z Prusami, które teraz rozciągnęłyby się po Leningrad, natomiast na wschodzie dalsza część Lebensraum-u w Rosji właściwej rozciągającego się gdzieś do Kaukazu. Na takie dziwactwo terytorialne mógłby zgodzić się tylko zakochany w Polakach Hitler – idiota, któremu nie byłoby żal poświęcić 100 tysięcy swych najlepszych żołnierzy, byle tylko upadł komunizm i aby Polacy byli szczęśliwi. Hitler, który gardził koloniami w istocie zafundowałby sobie kolonie na wschodzie. Tylko Goebbels miałby problem jak wmówić rodakom, że oto mają „Tysiącletnią Rzeszę”. Dziwne w tym wszystkim jest to, że z bystrością punktuje Pan obiecanki Anglików a Niemieckie przyjmuje Pan bezkrytycznie. Myślę, że Beck miał dobrą intuicję, jeżeli powalono by Sowietów i Niemcy wygraliby swoją wojnę to raczej „paśli byśmy krowy na Uralu”.
Jakiś czas temu wszedłem do księgarni i wziąłem do ręki opasłą księgę Historię XX wieku autorstwa standartowego profesora historii. Co mnie zdumiało to krótki opis faktu z jesieni 1938 roku, który zdarzył się na przyjęciu dla korpusu dyplomatycznego w Berlinie – no właśnie, Hitler po raz pierwszy długo i serdecznie rozmawiał z Sowieckim ambasadorem. Jak się okazało dla mnie, nawet w opisie faktów nie jest Pan rzetelny.
Podsumowanie
Sumując, Pana praca jest dla mnie cenna, zmusiła mnie do przemyślenia całego zagadnienia. Pod wpływem Pana książki uświadomiłem sobie, że Beck powinien podjąć ofertę Hitlera, a nawet więcej, powinien włączyć Polskę do Paktu Antykominternowskiego (czy nie jest dziwactwem, że Polska nie miała układu sojuszniczego z Japonią) i od 1938 roku prowokować wojnę z Sowietami w obronie naszych rodaków niszczonych przez NKWD w ZSRS. Taka inicjatywa polityczna byłaby ryzykowna (czy Niemcy by nam pomogli?) ale historia potoczyłaby się inaczej – może korzystniej dla nas. Może do wyprawy na wschód przyłączyłby się też „zachód”, kiedy poznałby z jakim potworem walczymy, no i może wyparowałoby uwielbienie dla komunizmu z durnych intelektualnych łbów kawiorowych lewicowców.
Myślę że, Beck mniej pomylił się co do intencji Niemiec, za to pomylił się tragicznie co do wartości zawartego układu z Sowietami. Gdyby po zawarciu sojuszu z Niemcami Polska w 1938 roku parła do wojny z Sowietami byłyby to kuriozum – słabszy napada silniejszego. Ale rozwiązanie takie niesie przesłanki ucywilizowania wspólnej wyprawy Polski, Rumunii i Niemiec na Sowiety – tłumy dziennikarzy z całego świata relacjonujący na bieżąco wojnę na froncie i opisujący czym jest komunizm na prawdę. Hitler byłby wściekły, że wplątał się w wojnę nie zgodnie ze swym harmonogramem ale koszty wizerunkowe mogłyby okazać się zbyt wielkie aby nie udzielić pomocy Polsce. Kraje bałtyckie pozostałyby na uboczu wojny, zachód przyklasnąłby całemu przedsięwzięciu – w końcu to było ich marzenie oddalić wojnę od swych granic, podsyłając zaopatrzenie krajom walczącym z Sowietami. Niemcy przetestowaliby blitzkrieg na bezdrożach Rosji, co wpłynęłoby na zmianę myślenia o nowoczesnej wojnie w sztabach europejskich, w tym też francuskim. Co później? Nie wiem. Czy Hitlerowi wystarczyłaby chwała pogromcy komunizmu, wyzwoliciela narodów i pomniki na tę okoliczność w całej Europie. Czy obróciłby się na zachód? Co z Lebensraum-em, co z nami, co z „naszymi starszymi braćmi w wierze”? Trudno powiedzieć ale w danej sytuacji Beck niedokładnie rozpoznał sytuację – to pewne. Magnetyczna osobowość Piłsudskiego, nawet po śmierci, miała na pewno ogromny wpływ na postrzeganie rzeczywistości przez Becka. Do tego Sowieckie wtyczki wpływu, o których mamy mgliste pojęcie, i mamy sytuację zbliżoną do realnej w jakiej się poruszał.
Dzisiaj o aktorach tamtych zdarzeń wiemy dużo więcej niż oni wiedzieli o sobie, znamy czynniki obiektywne, jakie się objawiły w toku wojny a mimo to jakże trudno jest układać alternatywne scenariusze, które wprowadzone w ówczesnej sytuacji okazałyby się na pewno korzystniejsze dla naszego państwa i narodu. Czy więc: „czapki z głów” przed Beckiem? Chyba nie, ale „uchylić kapelusz” – raczej tak. Ostatecznie „Polska nie została odepchnięta od morza”.

Sławomir Dadej, Poznań 2012/2013

Wróć do „Rozważania alternatywne i tematy ogólne”