Wspomnienia Jana Behnke z kampanii wrześniowej 1939
Jestem obecnie na emeryturze, w związku z czym dysponuję dużo wolnym czasem, swoboda myślenia w przeanalizowaniu mojego życia w minionych latach a w szczególności okresu służby czynnej w wojsku Polskim i brania udziału w walkach z agresorem niemieckim. Ażeby przeżycia tych lat nie uległy zapomnieniu, postanowiłem przelać je na papier tym bardziej że moje dzieci jak i wnuki zmusiły mnie do tego. Ja osobiście jestem zadowolony , że po pierwsze mam słuchaczy moich wspomnień, jak również to że pisząc niniejsze wspomnienia mam pewność że czytać je będą nie tylko moje dzieci, a dzieci moich dzieci i dzieci ich dzieci!
Ojciec Dzieciom i Dziadek Wnukom
Gubin w styczniu 1988 roku
Wspomnienia z przeżytych lat to jest od dnia 1 lipca 1938 r. do miesiąca października 1939 roku, postanowiłem rozdzielić na trzy etapy. I tak:
- Etap pierwszy : Służba czynna w Wojsku Polskim
- Etap drugi: Przygotowanie do wojny
- Etap trzeci: Branie czynnego udziału w walkach rejonu rzeki Bzury i powrót do domu rodzinnego
Etap pierwszy
Do czynnej służby w Wojsku Polskim zgłosiłem się ochotniczo z jednorocznym wyprzedzeniem. Od najmłodszych moich lat marzyłem o wojsku i mundurze, a w rzeczywistości mundurze z żółtym sznurem , rogatywce z czerwonym otokiem. Czyli służbie w żandarmerii.
Marzenia moje spełniły się. W miesiącu czerwcu 1938r otrzymałem wezwanie na komisję wojskową, a następnie w tym samym miesiącu wezwanie do stawienia się w dniu 1.07.1938r. W Koszarach Centrum Wyszkolenia Żandarmerii w Grudziądzu, to jest do szkoły podoficerskiej. Po stawieniu się w koszarach, po załatwieniu formalności wyfasowaniu wyposażenia, otrzymałem przydział do 4-tej Kompanii, której dowódcą był Kpt. Modzelewski. Stan Kompanii 60-ciu chłopa 4- ch oficerów 3-ch sierżantów i 3-ch kaprali i 1 plutonowy Kalinowski. Dowódcą szkoły był płk. Stanisław Sitek. Okres szkolny 5-cio miesięczny, to jest od dnia 1.7.1938 do 30.11.1938.
Po zakończeniu nauki odbyła się przyjemna uroczystość z jednoczesnym wręczeniem świadectw (świadectwo nadal posiadam) jak również ogłoszeniem przydziału do jednostek żandarmerii na terenie całego kraju. Wraz z kolegami Wiktorem Kineckim i Franciszkiem Gorzkim otrzymaliśmy przydział i zostaliśmy skierowani do 8-go Dywizjonu Żandarmerii w Toruniu, skąd po krótkim pobycie skierowano nas do posterunku żandarmerii przy lotnisku wojskowym w Toruniu, gdzie zajęliśmy miejsce starego rocznika, który odszedł do "cywila".
Nasza służba polegała na ochronie lotniska przed szpiegami i ewentualnymi dywersantami , to jest patrolowanie przyległych terenów do lotniska. Służba zmianowa w dzień i w nocy jednak ciekawa tym bardziej, że przy lotnisku była prowadzona produkcja samolotów P11 oraz części zamiennych do innych samolotów jak również w południowej części na terenach przyległych były hangary dla samolotów cywilnych, przeważnie do RWD. Przez użytkowników hangarów i właścicieli tych samolotów byliśmy wysoko szanowani, gdyż pomagaliśmy w ich wykołowywaniu na pas startowy. Przy okazji zarobiło się nieraz paczkę papierosów względnie parę złotych. Dlatego też teren ten był przez nas pilnie strzeżony.
Do ciekawych momentów należało by zaliczyć katastrofy lotnicze, a w okresie mej krótkiej służby trzy wypadki tak:
Odbywający oblot nocny na samolocie "Karaś" w podejściu do lądowania stracili w pewnym momencie widoczność pasa startowego, z uwagi na to, że za mocno zniżyli podejście do pasa startowego, którego widoczność zasłonił las młodniak, tak że samolot zaczął lądować na wierzchołkach drzew ścinając je aż osiadł na grubych pniach tegoż młodnika zaledwie 10 metrów od lotniska. Samolot został całkowicie zniszczony nie nadając się do remontu. Przeznaczono na złom. Jeden członek załogi został lekko ranny.
Drugim wypadkiem to wywrotka samolotu bojowego "Łoś". Samolot ten był transportowany (przelot) z bazy w Dęblinie z przeznaczeniem dla lotniska w Toruniu, jako eksponat do szkolenia pilotów. Z uwagi na to że był to nowoczesny samolot bojowy w związku z tym jego przelot był trzymany w ścisłej tajemnicy. Ochrona lotniska wzmocniona, wszystkie drogi dojazdowe zamknięte dla ruchu cywilnego oraz ścisła kontrola dowód osobistych i przepustek. Nadszedł moment lądowania. Całe nieszczęście ,że samolot pilotowali lotnicy nie znający terenu lotniska, które było uprawiane to jest część lotniska zaorana, zabronowana i obsiana trawą. Zaś nowe pasy startowe nowo wybetonowane nie nadawały się chwilowo do użytku. Dlatego tez po wylądowaniu puszczono samolot na wolny bieg nie zważając na znaki końca lotniska starego - to też samolot kiedy zrobił ostry skręt wjechał na nowo uprawiane lotnisko , zarył się w ziemie i stanął sztorcem. Cały samolot uległ zniszczeniu, został rozebrany i w częściach odesłany do Dęblina.
Trzeci wypadek to w czasie ćwiczeń atakujący samolot P11 źle obliczył odległość od samolotu atakowanego tak, że śmigłem ściął jego podwozie, sam zaś spadł na ziemie w pobliżu hangarów. Pilot poniósł śmierć na miejscu...
 |

Wspomnienia Jana Behnke z kampanii wrześniowej 1939 |
|
|